Dzisiaj jest mi smutno, ponieważ moja koleżanka A. z pracy była wczoraj ostatni dzień w biurze. Ja pacuję z małym biurze (to jest oddział regionalny sporej międzynarodowej korporacji) i w tym samym biurze funkcjonują 2 siostrzane firmy, w sumie 4 osoby. A. pracowała w tej drugiej firmie i niestety musiała odejść - to znaczy wywalili ją z roboty mówiąc wprost. Pracowałyśmy razem ponad 2 lata, niby nie dużo, ale bardzo się zżyłyśmy, a teraz znów zostałam sama z facetami :-(( W przyszłą środę przychodzi do naszej spółki nowy kolega, ale facet, to nie to samo. Z kim ja będę gadać o ciuchach i kosmetykach, z kim będę wychodzic na lunch i z kim będę odprawiać poranny rytuał picia kawy? Poza tym mieszkamy z A. po przeciewnych stronach ulicy i od czasu do czasu razem jeździłyśmy do lub z pracy.
Strasznie mi smutno, a poza tym szkoda mi jej, bo ją wywalili. Najpierw zmienili jej stanowisko na takie, na którym nigdy nie chciala pracować - sprzedawca czy jak kto woli doradca klienta, a żeby zostać na stanowisku, które miała wcześniej musiałaby się przenieść z Poznania do Warszawy - oczywiście za tę sama kasę. Jak się można domyślić, nie była to najlepsza oferta, więc z niej nie skorzystała. Wyników sprzedażowych nie miała i trudno się dziwić, skoro ktoś źle się czuje na danym stanowisku, to nie można oczekiwać, że się będzie angażował. No to się jej pozbyli. Taki lajf, jak mawiają w Warszawie. Ale dziewczyna została bez pracy.
A ja sama jak palec zostałam :-(
Trochę dramatyzuję, ale smutno mi jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz